Miałam zaszaleć, a tu szaro-brązy od Inglota

Cienie Inglota to moja miłość, choć nie mam ich wiele. Lubię je dlatego, że mają te dziesiątki kolorów w ofercie, z których ja zawsze wybieram... ekhm... Beże i brązy.
Nie potrafię albo nie mam odwagi malować się innymi.
Dziś wpadłam do stoiska z postanowieniem fioletów, wyszłam z pięknym trio, w skład którego wchodzi matowe ecru i dwa odcienie brązu z szarawą nutą.
Całość kosztuje ok. 35 zł, przy czym każdy element można później wymienić (10 zł za pojedynczy wkład). Muszę przyznać, że jakościowo nie ustępują cieniom ArtDeco. Mało tego - moja szarość od ArtDeco, choć cudowna z pięknym połyskującym pyłem osadzonym na matowej podstawie, nakładana pędzelkiem okrutnie się osypuje.
Tutaj problem jest mniejszy lub nie ma go wcale (w zależności od koloru, nie wiem, z czego to wynika).
Jeszcze jakieś uwagi? Tak - eleganckie, czarne opakowanie (nie wiem czemu, wydaje mi się takie... nowojorskie) i wygodne lusterko.
11.03.2011 o godz. 22:59



Niedroga, dostępna, też w nowojorskim opakowaniu:) i dobra gatunkowo. Fajny dzienny wszechstronniak.