Dziś o perfumach. Jakiś czas temu zakochałam się w zapachu Halle Berry. Miłość krótka i intensywna, bo okazało się, że rozpylony na papier pachnie inaczej, niż na skórze (jest dużo słodszy, niż mi się wydawało).

Bardzo mile jednak zaskoczyły mnie zapachy FM - rozprowadza je moja koleżanka. Do zamienników podchodzę sceptycznie, ale na próbę i za mocno promocyjną cenę (wiadomo, po znajomości), namówiła mnie P. na wersję zapachu Mexx Woman, z którym kojarzą mi się pewne szczególne chwile. Jakie wrażenia? Pachnie mocno, jest bardzo trwały. Trzeba wręcz uważać, by nie przedobrzyć.
Oczywiście flakon nie jest tak piękny, ale za ok. 35 zł (cena standardowa) można sobie pozwolić.

A tak naprawdę zawsze wracam do jednego zapachu - My Manifesto Isabelli Rossellini. :)

Bardzo mile jednak zaskoczyły mnie zapachy FM - rozprowadza je moja koleżanka. Do zamienników podchodzę sceptycznie, ale na próbę i za mocno promocyjną cenę (wiadomo, po znajomości), namówiła mnie P. na wersję zapachu Mexx Woman, z którym kojarzą mi się pewne szczególne chwile. Jakie wrażenia? Pachnie mocno, jest bardzo trwały. Trzeba wręcz uważać, by nie przedobrzyć.
Oczywiście flakon nie jest tak piękny, ale za ok. 35 zł (cena standardowa) można sobie pozwolić.

A tak naprawdę zawsze wracam do jednego zapachu - My Manifesto Isabelli Rossellini. :)
Tagi:
halle berry
isabella rossellini
kosmetyki
mexx woman
my manifesto
perfumy
perfumy fm
zakupy
zapachy
26.02.2010 o godz. 17:42
komentuj (2)
Te dwie rzeczy kupiłam nieco z przypadku. Koszula była "upolowana" - pewna dziewczyna odsprzedawała ją za śmiesznie małą cenę (30 zł). Tłumaczyła, że na nią była za mała. Ciuszek dziś przyszedł: nowy, z metką. No i leży idealnie.
W sukience się zakochałam. Już widziałam ją w towarzystwie brązowych, sportowych kozaczków i mojej chuście w panterkę.
Przyszła niedawno. Mama odbierając pocztę pyta, kiedy usiądę z nią pobuszować po internetowych okazjach, bo ona też by chciała ubrać się za takie małe pieniądze. :)
W sukience się zakochałam. Już widziałam ją w towarzystwie brązowych, sportowych kozaczków i mojej chuście w panterkę.
Przyszła niedawno. Mama odbierając pocztę pyta, kiedy usiądę z nią pobuszować po internetowych okazjach, bo ona też by chciała ubrać się za takie małe pieniądze. :)
24.02.2010 o godz. 19:29
Mój najnowszy zakup: zielony kubek.
Jak już piszę o zakupach, to czemu nie pochwalić się tym?
Biję się w pierś - tak, jestem pod wpływem mody na picie kawy w tych papierowych kubiszonach, noszonych przez gwiazdy, które chowają się za ciemnymi okularami.
Tylko że mój jest ceramiczny i ma optymistyczny, zielony kolor. :)
Siedząc przy komputerze lubię otaczać się takimi gadżetami. Jest tylko jeden problem - ten kubeczek zdobi hasło "Każdy powinien w coś wierzyć. Ja wierzę, że powinienem wypić kolejną kawę". A mnie na kawę nie trzeba nigdy dwa razy namawiać.
Kubek, empik: ok. 22 zł
Jak już piszę o zakupach, to czemu nie pochwalić się tym?
Biję się w pierś - tak, jestem pod wpływem mody na picie kawy w tych papierowych kubiszonach, noszonych przez gwiazdy, które chowają się za ciemnymi okularami.
Tylko że mój jest ceramiczny i ma optymistyczny, zielony kolor. :)
Siedząc przy komputerze lubię otaczać się takimi gadżetami. Jest tylko jeden problem - ten kubeczek zdobi hasło "Każdy powinien w coś wierzyć. Ja wierzę, że powinienem wypić kolejną kawę". A mnie na kawę nie trzeba nigdy dwa razy namawiać.
Kubek, empik: ok. 22 zł
23.02.2010 o godz. 19:51
Kocham głos Kuby Badacha. Kocham! Niezależnie od tego, co śpiewa.
Na drugą płytę Poluzjantów czekałam okrutnie długo. Pierwsza była fenomenalna, ale doczekałam się. 11 lutego miała premierę Druga Płyta. Pędzę dzisiaj, w nocy muszę posłuchać całego albumu!
Na drugą płytę Poluzjantów czekałam okrutnie długo. Pierwsza była fenomenalna, ale doczekałam się. 11 lutego miała premierę Druga Płyta. Pędzę dzisiaj, w nocy muszę posłuchać całego albumu!
17.02.2010 o godz. 10:43
Generalnie to nie przepadam za sztucznymi kwiatami. Lubię, kiedy nie starają się zbyt mocno naśladować natury - z żywymi i tak nie wygrają. Dlatego spodobał mi się ten bukiet. Te kwiaty zupełnie nie starają się imitować rzeczywistości.
Czaiłam się na niego jakieś 2 miesiące. Zobaczyłam go w sklepie mojej znajomej, która sprzedaje artykuły dekoracyjne. Ilekroć przychodziłam, jeszcze był. Może to z powodu ceny - kosztował ok. 40 zł.
Przy mojej ostatniej wizycie wspomniałam o nim.
- Tak, mi też się spodobał - powiedziała. - Jak tyko zobaczyłam go w hurtowni.
- Ile kosztuje? - spytałam, chociaż i tak pamiętałam cenę sprzed dwóch miesięcy.
Popatrzyła na bukiet. Nie było metki, niczego. Pewnie odpadła.
- A, chyba 20 zł.
- Dobra, biorę.
A mój mąż po powrocie do domu:
- Dałaś za ten badziew 20 zł?!
:)
05.02.2010 o godz. 12:32
Pierwszy raz mogę przyznać chociaż częściową rację reklamie. Naprawdę!
Moja cera jest straszna - niby się przetłuszcza, niby pojawiają się na niej jakieś niespodzianki, ma nierówny koloryt, a potrafi być ściągnięta i kapryśna. Mieszana to mało powiedziane. Ja mam na twarzy patchwork!
A ten fluid działa świetnie na każdą jej partię, choć wiadomo - najlepszy efekt jest tuż po nałożeniu. Kiedy jeszcze omiotę twarz delikatną warstewką pudru, pory znikają!
Nie robi przy tym maski. Wiem, bo gdyby robił, mój luby by mi to od razu bezlitośnie wytknął. On nienawidzi tzw. tapety na twarzy.
Za 30 ml zapłaciłam 40 zł. Całkiem przyzwoicie, choć to chyba jeden z droższych podkładów Maybelline.
Aha! I to opakowanie z pompką... bardzo wygodne. :)
Moja cera jest straszna - niby się przetłuszcza, niby pojawiają się na niej jakieś niespodzianki, ma nierówny koloryt, a potrafi być ściągnięta i kapryśna. Mieszana to mało powiedziane. Ja mam na twarzy patchwork!
A ten fluid działa świetnie na każdą jej partię, choć wiadomo - najlepszy efekt jest tuż po nałożeniu. Kiedy jeszcze omiotę twarz delikatną warstewką pudru, pory znikają!
Nie robi przy tym maski. Wiem, bo gdyby robił, mój luby by mi to od razu bezlitośnie wytknął. On nienawidzi tzw. tapety na twarzy.
Za 30 ml zapłaciłam 40 zł. Całkiem przyzwoicie, choć to chyba jeden z droższych podkładów Maybelline.
Aha! I to opakowanie z pompką... bardzo wygodne. :)
04.02.2010 o godz. 21:44
Wspaniały kosmetyk za małe pieniądze. Dax Cosmetics chyba generalnie robi przyzwoite rzeczy.
Krem kupiłam skuszona pozytywnymi opiniami. Wszystkie potwierdzam - krem jest lekki, dobrze się wchłania, ale nawilża wspaniale. Zamknięty jest w dość ciężkim, eleganckim szklanym słoiczku. Pięknie pachnie, nie uczula, nie powoduje powstawania nowych "niespodzianek" (co w moim przypadku jest częste). Same superlatywy. A na dodatek ta cena. :)
Krem kupiłam skuszona pozytywnymi opiniami. Wszystkie potwierdzam - krem jest lekki, dobrze się wchłania, ale nawilża wspaniale. Zamknięty jest w dość ciężkim, eleganckim szklanym słoiczku. Pięknie pachnie, nie uczula, nie powoduje powstawania nowych "niespodzianek" (co w moim przypadku jest częste). Same superlatywy. A na dodatek ta cena. :)
17.01.2010 o godz. 12:58
No co? Przecież zima od tego nie zwalnia. Kobiety mają z tym udrękę, ale jeśli chodzi o nogi, najwierniejsza jestem plastrom, chociaż w domu mam też depilator.
Kombinowałam z różnymi, w końcu trafiłam na te od Vipery i trzymam się ich. Już wyjaśniam, dlaczego. Za ok. 10 zł mamy 16 pojedynczych plastrów, czyli to chyba największe opakowanie na rynku. Plastry są wygodne, standardowe, szybko się rozgrzewają i działają, jak trzeba. Mają jednak dużą zaletę, za którą kupuję je regularnie: podczas gdy inni producenci obiecują, że ich plastry można używać wielokrotnie i nie znajduje to pokrycia w rzeczywistości, tych plastrów naprawdę da się używać kilka razy. A konkretnie: dopóki powierzchnia z woskiem nie pokryje się włoskami całkowicie. Po prostu sklejamy po użyciu, po chwili rozgrzewamy w dłoniach na nowo i używamy, jak zwykle. A to robi różnicę, bo wcześniej musiałam kupować dwa opakowania. Tutaj z 16 plastrami mogę poprzestać na jednym. Za zaoszczędzoną dychę mogę kupić kolejny kosmetyk. :)
Kombinowałam z różnymi, w końcu trafiłam na te od Vipery i trzymam się ich. Już wyjaśniam, dlaczego. Za ok. 10 zł mamy 16 pojedynczych plastrów, czyli to chyba największe opakowanie na rynku. Plastry są wygodne, standardowe, szybko się rozgrzewają i działają, jak trzeba. Mają jednak dużą zaletę, za którą kupuję je regularnie: podczas gdy inni producenci obiecują, że ich plastry można używać wielokrotnie i nie znajduje to pokrycia w rzeczywistości, tych plastrów naprawdę da się używać kilka razy. A konkretnie: dopóki powierzchnia z woskiem nie pokryje się włoskami całkowicie. Po prostu sklejamy po użyciu, po chwili rozgrzewamy w dłoniach na nowo i używamy, jak zwykle. A to robi różnicę, bo wcześniej musiałam kupować dwa opakowania. Tutaj z 16 plastrami mogę poprzestać na jednym. Za zaoszczędzoną dychę mogę kupić kolejny kosmetyk. :)
13.01.2010 o godz. 18:43
Cieszę się, że polskie firmy powoli dopasowują swoją rozmiarówkę do prawdziwych ciał, a nie manekinów.
Udało mi się kupić stanik o rozmiarze 65E za całkiem rozsądną cenę. Wcześniej miałam Panache 60F, który pił i cisnął, ale trzymał wszystko jak trzeba. Tyle tylko, że jeden taki kosztuje ok. 150 zł. Mój nowy nabytek był dokładnie o połowę tańszy, przesyłka była gratis (dla porównania: na intymna.pl ten sam model kosztuje 77 zł i do tego trzeba jeszcze opłacić przesyłkę). Trochę się bałam, jak będzie leżeć. Wiedziałam, że zwiększając obwód o 5 zmniejszy mi się miseczka o rozmiar. No i pasuje. :) Nie pije i nie ciśnie, chociaż wiem, że na początku stanik powinien być mocno dopasowany. Tylko że ja mam dość wiecznych, niemal sinych śladów po fiszbinach.
Konrad, model Christies, kupiony na Allegro
Udało mi się kupić stanik o rozmiarze 65E za całkiem rozsądną cenę. Wcześniej miałam Panache 60F, który pił i cisnął, ale trzymał wszystko jak trzeba. Tyle tylko, że jeden taki kosztuje ok. 150 zł. Mój nowy nabytek był dokładnie o połowę tańszy, przesyłka była gratis (dla porównania: na intymna.pl ten sam model kosztuje 77 zł i do tego trzeba jeszcze opłacić przesyłkę). Trochę się bałam, jak będzie leżeć. Wiedziałam, że zwiększając obwód o 5 zmniejszy mi się miseczka o rozmiar. No i pasuje. :) Nie pije i nie ciśnie, chociaż wiem, że na początku stanik powinien być mocno dopasowany. Tylko że ja mam dość wiecznych, niemal sinych śladów po fiszbinach.
Konrad, model Christies, kupiony na Allegro
07.01.2010 o godz. 20:17
Wcześniej po prostu nie dało rady - żeby chociaż sam przód i tylko jedno pociągnięcie, ale prostownica była w użyciu.
Moje włosy są tzw. podatne. Niby nie kręcone, nie proste, falują się, jak chcą. I nigdy w tę samą stronę. Coś zatem trzeba z nimi robić praktycznie zawsze.
Do tej pory albo prostowałam je na wielkiej szczotce albo przy pomocy wspomnianej prostownicy. Teraz używam tego specyfiku, kupionego przez przypadek. Mam taką jedną hurtownię fryzjerką, gdzie czasami coś kupuję. Czasami, bo ceny profesjonalnych kosmetyków do włosów są tam często zaporowe (mają dość drogie marki), ale ten fluid wyszperałam sama. Kazałam pani znaleźć coś do ochrony włosów przed suszarką i koniecznie musiało być bez alkoholu. Przejrzała wszystko, znalazła tylko to. Właściwie nie jest to fluid ochronny, a wygładzający. Ważne jednak, że działa. Włosy nie są co prawda takie, jak przy prostownicy (nie ma co liczyć na hasła reklamowe), ale kosmetyk spisuje się na tyle przyzwoicie, że następnym razem kupię od razu dwa opakowania - buteleczka jest niestety niewielka.
Za i.d. cośtamcośtam firmy Framesi (pełna nazwa na zdjęciu) zapłaciłam w sklepie 35 zł. Okazuje się, że ta sama pojemność w internetowych sklepach dostępna jest za ok. 22 zł plus koszty przesyłki. Nawet z nimi wychodzi taniej.
Moje włosy są tzw. podatne. Niby nie kręcone, nie proste, falują się, jak chcą. I nigdy w tę samą stronę. Coś zatem trzeba z nimi robić praktycznie zawsze.
Do tej pory albo prostowałam je na wielkiej szczotce albo przy pomocy wspomnianej prostownicy. Teraz używam tego specyfiku, kupionego przez przypadek. Mam taką jedną hurtownię fryzjerką, gdzie czasami coś kupuję. Czasami, bo ceny profesjonalnych kosmetyków do włosów są tam często zaporowe (mają dość drogie marki), ale ten fluid wyszperałam sama. Kazałam pani znaleźć coś do ochrony włosów przed suszarką i koniecznie musiało być bez alkoholu. Przejrzała wszystko, znalazła tylko to. Właściwie nie jest to fluid ochronny, a wygładzający. Ważne jednak, że działa. Włosy nie są co prawda takie, jak przy prostownicy (nie ma co liczyć na hasła reklamowe), ale kosmetyk spisuje się na tyle przyzwoicie, że następnym razem kupię od razu dwa opakowania - buteleczka jest niestety niewielka.
Za i.d. cośtamcośtam firmy Framesi (pełna nazwa na zdjęciu) zapłaciłam w sklepie 35 zł. Okazuje się, że ta sama pojemność w internetowych sklepach dostępna jest za ok. 22 zł plus koszty przesyłki. Nawet z nimi wychodzi taniej.
07.01.2010 o godz. 20:04
Nie, oczywiście że nie pisałam. Piszę zatem o tym najlepszym: pod choinką w tym roku znalazłam czerwony toster, dokładnie taki, jak na zdjęciu.
M. podarowała go nam i muszę przyznać, że idealnie pasuje do kuchni. Od gwiazdki jem grzanki na śniadanie i już nie wyobrażam sobie, jak można jeść zimny chleb. :P
Ponieważ w Home Edition Boscha jest więcej produktów, następnym moim nabytkiem będzie pewnie czajnik elektryczny, bo mamy w domu stary i mały. No i jest beżowo biały, a ten czerwony tak świetnie by pasował...
M. podarowała go nam i muszę przyznać, że idealnie pasuje do kuchni. Od gwiazdki jem grzanki na śniadanie i już nie wyobrażam sobie, jak można jeść zimny chleb. :P
Ponieważ w Home Edition Boscha jest więcej produktów, następnym moim nabytkiem będzie pewnie czajnik elektryczny, bo mamy w domu stary i mały. No i jest beżowo biały, a ten czerwony tak świetnie by pasował...
03.01.2010 o godz. 21:06
Miałam kupę zabawy przy jej ubieraniu. A już najwięcej, kiedy przypomniałam sobie, że na strychu leży nierozpakowane nawet jeszcze opakowanie słomianych ozdób.
Choinka trochę dziecinna, bo pełno na niej zabawek - są zwierzątka, ceramiczne Mikołaje, misie i aniołki. Z dużych, puszystych łańcuchów zrezygnowałam umyślnie. Nie chciałam, żeby mi się aniołki i misie "dusiły".
Choinka trochę dziecinna, bo pełno na niej zabawek - są zwierzątka, ceramiczne Mikołaje, misie i aniołki. Z dużych, puszystych łańcuchów zrezygnowałam umyślnie. Nie chciałam, żeby mi się aniołki i misie "dusiły".
23.12.2009 o godz. 23:52
Turkusowy cień do powiek Delii dostałam w prezencie i już mi się niestety ukruszył, ale kolor bardzo mi się spodobał. Co więcej, idealnie pasuje do mojej niedawno kupionej palety Inglota nr 569.
Cień Delii jest matowy, ale zmieszano go z połyskującymi drobinkami, w związku z czym jest raczej wieczorowy, a nie dzienny.
Paletę Inglota stosuję natomiast tylko w wersji minimal (najjaśniejszy odcień i to odrobina na dolną powiekę), a wersji jeszcze nie próbowałam, ale jeśli się zdobędę na odwagę, to jedynie wieczorem i tylko do czarnych ubrań.
Inglot niestety wygrywa pojedynek - to nieporównywalnie lepsza jakość. Ma wygodne opakowanie i mi osobiście bardzo podoba się trio, które nie jest ani za duże, ani za małe.
Cena: 20 zł
Delią maluje się bardzo dobrze, ale - jak wspominałam, kosmetyk już zdążył się ukruszyć. Na powiece jednak sprawuje się dobrze. Świetny do rozcierania, a kolor mnie zachwycił - to głęboki turkus, który wspaniale komponuje się z granatem. Na zdjęciu oko umalowane jest granatowym cieniem Collistar (już kiedyś o nim pisałam) i turkusem Delii.
Cień Delii jest matowy, ale zmieszano go z połyskującymi drobinkami, w związku z czym jest raczej wieczorowy, a nie dzienny.
Paletę Inglota stosuję natomiast tylko w wersji minimal (najjaśniejszy odcień i to odrobina na dolną powiekę), a wersji jeszcze nie próbowałam, ale jeśli się zdobędę na odwagę, to jedynie wieczorem i tylko do czarnych ubrań.
Inglot niestety wygrywa pojedynek - to nieporównywalnie lepsza jakość. Ma wygodne opakowanie i mi osobiście bardzo podoba się trio, które nie jest ani za duże, ani za małe.
Cena: 20 zł
Delią maluje się bardzo dobrze, ale - jak wspominałam, kosmetyk już zdążył się ukruszyć. Na powiece jednak sprawuje się dobrze. Świetny do rozcierania, a kolor mnie zachwycił - to głęboki turkus, który wspaniale komponuje się z granatem. Na zdjęciu oko umalowane jest granatowym cieniem Collistar (już kiedyś o nim pisałam) i turkusem Delii.
18.12.2009 o godz. 16:26
Zaraz dorzucę zdjęcia.
Jakie są, takie są. Szlafroczek wyszedł jednak moim zdaniem bardzo fajnie. Ostatecznie poszło na niego ok. 2,5 metra welurowego aksamitu + podszewka (jakieś 40 zł).
Za szycie zapłaciłam 60 zł, więc całość kosztowała mnie 100 zł. O połowę taniej, niż wersja Sonii Rykiel. Planuję jeszcze doszyć sobie szarfę do wiązania, ale nie natrafiłam na właściwy materiał. :)
Jakie są, takie są. Szlafroczek wyszedł jednak moim zdaniem bardzo fajnie. Ostatecznie poszło na niego ok. 2,5 metra welurowego aksamitu + podszewka (jakieś 40 zł).
Za szycie zapłaciłam 60 zł, więc całość kosztowała mnie 100 zł. O połowę taniej, niż wersja Sonii Rykiel. Planuję jeszcze doszyć sobie szarfę do wiązania, ale nie natrafiłam na właściwy materiał. :)
18.12.2009 o godz. 15:59
Nie kupiłam, robię (prawie sama).
Dzisiaj wybrałam się po materiał - znalazłam idealny, miękki aksamit. Do tego muszę jeszcze dobrać podszewkę (chcę mieć kontrastującą podszewkę, może turkusową albo bladoróżową... albo ecru).
Na 2 metry elastycznego aksamitu welurkowego wydałam 24 zł. Jeśli zostanie, uszyję sobie jeszcze sakiewkę na drobiazgi, ale to już będzie bonus.
Ostateczna wersja ma wyjść podobna, ale nie identyczna.
Dzisiaj wybrałam się po materiał - znalazłam idealny, miękki aksamit. Do tego muszę jeszcze dobrać podszewkę (chcę mieć kontrastującą podszewkę, może turkusową albo bladoróżową... albo ecru).
Na 2 metry elastycznego aksamitu welurkowego wydałam 24 zł. Jeśli zostanie, uszyję sobie jeszcze sakiewkę na drobiazgi, ale to już będzie bonus.
Ostateczna wersja ma wyjść podobna, ale nie identyczna.
08.12.2009 o godz. 21:59
Polowałam na tę kolekcję Sonii Rykiel, bo zamarzył mi się szlafroczek ze zdjęcia. Szwagierka miała mi go nawet kupić, bo ja bałam się, że w "moim" H&Mie nie ma. Jak się okazuje, nie było nigdzie. Rzucili chyba tylko do Warszawy czy Krakowa, w innych miastach były same majtki i cienkie szlafroczki. Jedwabne co prawda, ale po kiego grzyba mi cienki jedwab, jak pracując przed kompem rano marznę? Szlafroka nie kupiłam, 200 zł (tak wiem, drogi był) zostaje mi w kieszeni. Ponieważ jednak jestem uparta, postanowiłam, że sobie taki uszyję u krawcowej. W tym tygodniu postaram się kupić odpowiedni materiał. A że mam pewien wpływ na kolor, raczej nie będzie on czarny...
06.12.2009 o godz. 21:51
Renatka_1 prosiła, żebym zrecenzowała kremy do stóp, ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem, jak się do tego zabrać - nigdy nie miałam z nimi szczególnego problemu, więc do wyboru kremów do stóp nie przywiązuję dużej wagi.
Obietnicę jednak spełnię i napiszę, czego używam. Może chociaż w ten sposób jakoś pomogę.
Na stopy wydaję niewiele. W mojej łazience znalazłam trzy kosmetyki do ich pielęgnacji - dwa kremy z Ziaji (bardzo dobre, lekkie i skuteczne!) i jeden z Oriflame, przy czym najbardziej lubię krem z kwasami AHA Ziaji. Kiedyś mieli rewelacyjny w Avonie (srebrne opakowanie, był rewelacyjny!), ale nie wiedzieć czemu go wycofali.
Ten żel ze zdjęcia, marki Oriflame, jest moim zdaniem kiepski. Lekki, odświeżający - fakt. Za to nie czułam, żeby nawilżał w ogóle. Ot, taka papka, która niewiele potrafi zdziałać.
Krem na pękającą skórę pięt kupiłam, bo raz zobaczyłam jedno pęknięcie na swojej pięcie. Codzienne smarowanie pomogło po jakimś tygodniu bodajże. Był tani, kosztował, podobnie jak pierwszy, jakieś 6,50 zł.
Najczęściej jednak nie chce mi się używać kremów do każdej części ciała z osobna, więc smaruję się balsamem od stóp do głów... No, do ramion. ;-)
Obietnicę jednak spełnię i napiszę, czego używam. Może chociaż w ten sposób jakoś pomogę.
Na stopy wydaję niewiele. W mojej łazience znalazłam trzy kosmetyki do ich pielęgnacji - dwa kremy z Ziaji (bardzo dobre, lekkie i skuteczne!) i jeden z Oriflame, przy czym najbardziej lubię krem z kwasami AHA Ziaji. Kiedyś mieli rewelacyjny w Avonie (srebrne opakowanie, był rewelacyjny!), ale nie wiedzieć czemu go wycofali.
Ten żel ze zdjęcia, marki Oriflame, jest moim zdaniem kiepski. Lekki, odświeżający - fakt. Za to nie czułam, żeby nawilżał w ogóle. Ot, taka papka, która niewiele potrafi zdziałać.
Krem na pękającą skórę pięt kupiłam, bo raz zobaczyłam jedno pęknięcie na swojej pięcie. Codzienne smarowanie pomogło po jakimś tygodniu bodajże. Był tani, kosztował, podobnie jak pierwszy, jakieś 6,50 zł.
Najczęściej jednak nie chce mi się używać kremów do każdej części ciała z osobna, więc smaruję się balsamem od stóp do głów... No, do ramion. ;-)
06.12.2009 o godz. 21:44

Pojęcia nie miałam, że aż tyle zależy od żelu. Manicure robię sobie sama - pisałam już o tym wcześniej.
Mój pierwszy żel okazał się jednak albo za trudny dla mnie albo po prostu kiepski.
Ten nowy (jednofazowy CM Professional) moim zdaniem sprawdza się o niebo lepiej - kupiłam go jakiś miesiąc temu na Allegro i jestem już w stanie coś na jego temat powiedzieć. Jest łatwiejszy w nakładaniu (fajny, gęsty), twardszy i trwalszy. W stanie bardzo dobrym wytrzymuje tydzień (przy czym do prac domowych typu sprzątanie i zmywanie nie zakładam rękawic ochronnych, więc to niezły wynik). Po tym czasie poprawiam manicure - piłuję brzegi u nasady i nakładam nową warstwę. I znowu spokój na tydzień, łącznie z malowaniem, bo lakier trzyma się tego żelu jak przyklejony - poprawiam jedynie końcówki paznokci, bo tam kolor ściera się najszybciej.
Dość łatwo za jego pomocą uformować krzywą C, chociaż wciąż nad tym pracuję. Jestem leworęczna, więc prawa dłoń jest zawsze lepiej zrobiona od tej drugiej.
Że nie jest idealnie, wiem, ale pamiętajcie, że wszystkiego uczyłam się sama, patrząc i czytając na forach.
29.11.2009 o godz. 13:47

Kiedyś przeczytałam powiedzonko pewnej znanej wizażystki (chyba Bobbi Brown, ale głowy nie daję), że kobieta powinna mieć jedną szminkę, którą może umalować się bez patrzenia w lusterko.
Cóż, szminki jeszcze nie znalazłam, ale taki właśnie błyszczyk już mam.
Glazewear Sparkle od Avon (kolor Mocha Latte) dostałam w piątek i od piątku bez przerwy niemal mam go na ustach. Bo kiedy znajdę odpowiedni cień/szminkę/puder itp., wszystkie pozsotałe idą w odstawkę i jestem mu wierna.
Błyszczyk ma odcień pięknego różu zmieszanego z cappuccino - wygląda bardzo naturalnie, jest tylko o ton ciemniejszy od mojego koloru ust. Daje mocny połysk (co najbardziej widać przy sztucznym świetle). Ma też połyskujące drobiny, ale nie są one widoczne. Nie ma zapachu ani smaku, co akurat uważam za duży atut. Jest przy tym bardzo lekki i niekleisty.
Dość wyraźnie powiększa optycznie, chociaż producent wcale tego nie obiecuje.
Cena: ja kupiłam za 14,90 zł (ach, te wieczne "promocje" Avonu)
29.11.2009 o godz. 13:34
Uwielbiam aksamit. Kto mnie zna, ten potwierdzi. Perły i aksamit to coś, na punkcie czego szaleję od dawna, zanim jeszcze stało się modne.
Dlatego kiedy zobaczyłam tę bieliznę nocną Sonii Rykiel, w myślach już się otulałam aksamitnym szlafroczkiem.
Nic, tylko czekać, aż się pojawi w sklepach.
Dlatego kiedy zobaczyłam tę bieliznę nocną Sonii Rykiel, w myślach już się otulałam aksamitnym szlafroczkiem.
Nic, tylko czekać, aż się pojawi w sklepach.
28.11.2009 o godz. 22:14

















