konsumpcja

I shop... ergo sum!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!


Żeby nie było: nie jestem sfiksowaną na punkcie eko fiko miko kosmetyków. Mam kosmetyki z parabenami, szampony z silikonem i... żyję.

Mimo to doceniam preparaty w 100% naturalne.

Niedawno dostałam parę kosmetyków Laidbare, których już używam namiętnie. Pierwszy z nich to krem do rąk, który dziś recenzuję. Drugi to serum z kofeiną, który postaram się opisać jutro.

Zacznę od jedynej wady tego kremu: butelka. Z dziwną zakrętką z dziurką, przez którą wyciskamy kosmetyk. Butelka jest dość twarda i ciężko krem "wygnieść" z opakowania.

Reszta - bez zarzutu. Najbardziej lubię zapach. Intensywny, trochę kwiatowo-ziołowy, pachnie oryginalnie, niczym komnata zielarza. Uwielbiam.

Kremik jest lekki, dobrze się wchłania. Stoi u mnie na biurku i używam go parę razy dziennie. W takim tempie stosowania 125 ml zniknie po tygodniu.

Cena: 35 zł
Można go kupić tutaj.
Krem dostałam, ale czy kupiłabym? Cóż, z serum jestem zadowolona. Gdybym robiła zamówieni, pewnie dołożyłabym, ale nie wiem, czy jest to kosmetyk, dla którego można zwariować.
01.09.2010 o godz. 22:21


Czyli takie, jak ciało.

Długo szukałam lakieru, który nadawałby się i do francuskiego manicure, i do samodzielnego noszenia.

Kolor cielisty to taka nowa czerwień - w tym sensie, że pasuje do wszystkiego, jest klasyczny i kobiecy. Długo szukałam TEGO odcienia. Bo przecież wiadomo, że nude innemu nude nie równe - każdy ma inny odcień skóry i każdemu będzie pasowała ciut inna tonacja. A to z domieszką beżu, a to różu, a to kropli szarości...

Znalazłam w końcu mój ideał - O.P.I. koloru Tickle Me France-y z kolekcji France (zdjęcia podkradłam z zagranicznych blogów, nie chciało mi się robić, bo moje paznokcie dziś nie nadają się do pokazywania - fotki wrzucę przy okazji).

Długo nie rozumiałam, jak na lakier do paznokci można wydać więcej, niż 10 zł. O.P.I. kosztuje 49 zł za buteleczkę, ale od dziś (obok wyjściowej czerwieni Bell za 9 zł, zresztą cudownej!) będzie to mój jedyny kolor. Ta buteleczka i basta.

Lakier ma cudowny pędzelek, który obejmuje całą płytkę paznokcia. Dzięki temu wystarczy pociągnąć raz, jedną warstwę. Malowanie jest szybkie i proste. Kolor kryjący, błyszczący. Nie odpryskuje, tylko lekko ściera się na czubkach po paru dniach (no, nie oczekujmy cudów...).

I ta duża pojemność...

Polubiłam - to mój pierwszy lakier O.P.I.
31.08.2010 o godz. 20:14


Z paletą Pupa Kokeshi było tak:

spotkałam się z pewną charyzmatyczną dziewczyną, która już na pierwszym naszym posiedzeniu w ogródku, przy kawie, pokazała mi po babsku swoją paletę do makijażu; wyjęła czerwoną laleczkę Pupa Kokeshi.

Otworzyła ją, a w środku piękna paleta cieni. Najbardziej jednak przekonała mnie nie tyle jej zawartość i wygląd, ile to, jak makijaż prezentował się na niej. A wyglądał pięknie.

No i postanowiłam jak sroka załatwić sobie podobną. Nie jest to łatwe, bo to cudeńko wyszło na rynek rok temu, ale Pupa praktycznie co roku wypuszcza coś nowego, więc w drogeriach laleczek już nie było.

Znajoma prowadzi drogerię w Krakowie. Pomyślałam, że kto jak kto, ale ona takie coś na pewno w sklepie ma. No i miała.

Gdy przyjechałam w odwiedziny, za cenę po znajomości zostałam właścicielką ślicznej, czerwonej lalki, która ma w sobie cienie (brąz, beż, piękna, butelkowo-szmaragdowa ciemna cieleń, granat i pudrowy róż) oraz błyszczyki i róże do policzków.

30.08.2010 o godz. 20:25


Dostałam to jakieś dwa tygodnie temu cioci, która - że tak powiem - zawsze znała się na modzie i chociaż dzieli nas prawie 20 lat różnicy, zawsze podziwiałam jej styl i gust.

Perfum nie powinno kupować się ponoć jako prezent, bo zapachowe gusta są nieprzewidywalne. A mimo to ja swoim prezentem od niej jestem zachwycona.

Dostałam wodę perfumowaną Versace Crystal Noir. Nigdy nie byłam dobra w opisywaniu zapachów. Ten jednak określiłabym jako radosny, kobiecy i energiczny, ale z ciężkawą nutą, która klasyfikuje go jako zapach bardziej wieczorowy. Na co dzień uwielbiam świeże, radosne nuty, a mimo to taka odmiana bardzo mi się spodobała.

Balsam będący w zestawie jest mi raczej niepotrzebny, ale zużyję. W końcu to tylko 100 ml.
30.08.2010 o godz. 20:14


Właśnie zostałam zadowoloną klientką.

Przesyłka miała dojść 9 dni, szła 5 - to duży pozytyw. Nie pisałam wcześniej z braku czasu.

Stale informowano mnie o postępach realizacji zamówienia: że zamówienie przyjęte, że towar opuścił magazyn, że został nadany itp.

Wszystko zgodne z opisem. Nie rozczarowałam się, a to najważniejsze. Jakość bardzo dobra. Typowe jest to, co zawsze w wypadku zakupów z katalogu czy przez internet - na modelce o idealnych proporcjach, w idealnym oświetleniu, wygląda wszystko dużo lepiej. Zdjęcia są poprawiane, itp.

A mimo to jest świetnie. Luby jest zachwycony sukienką.

Najlepszym zakupem okazała się być jednak skórzana torebka, kupiona za cenę, za jaką nigdy nie dostałabym jej w Polsce - ok. 40 euro. Kupiłam ją z gigantycznym rabatem - wcześniej kosztowała ok. 100 euro i był to już ostatni model. Zauważyłam to, bo po zrobieniu swoich zakupów torebka automatycznie znikła z oferty.

Jest wielka, przepastna i co prawda układa się inaczej, niż na zdjęciach katalogowych (poniżej widać zdjęcia robione aparatem z telefonu), to i tak mi się podoba. Idealna hobo bag. I ten przyjemny zapach naturalnej skóry...

Niestety, na kolejne zakupy w Asos muszę poczekać do kolejnej dużej wyprzedaży. Nowości jak na mój polski portfel są tam stanowczo za drogie.
30.08.2010 o godz. 20:09
Niech będą błogosławieniu twórcy Internetu.

Właśnie zrobiłam zakupy w Asos i czekam na przesyłkę - ma dojść za 9 dni.

Przeglądając Allegro i szukając sukienki na zbliżające się wesele kuzynki natrafiłam na kreacje Asos. Fajne, proste, seksowne, żadna tam satynka i koraliki. Tylko ceny... Za przyzwoitą kieckę musiałabym zapłacić jakieś 300 zł...

Chyba skąpstwo ;-) popchnęło mnie do tego, żeby zajrzeć na stronę Asos i poszukać tam odpowiedniej kreacji dla siebie. W dziale wyprzedaży znalazłam sukienkę, która tam kosztuje 23 euro. Razem z przesyłką - 30 euro.

Niestety, wiele z sukienek, które mi się podobały, mój rozmiar miały wykupiony - S-ki schodzą najszybciej.

Wiadomości techniczne:
- ceny podane są domyślnie w funtach, ale łatwo zmienić je na euro,
- ja zaglądam tylko do działu przecen - trzeba się niestety liczyć z tym, że tam wiele z najpopularniejszych fasonów nie jest dostępnych w pełnej rozmiarówce, za to obniżki są do 80%,
- jest bardzo dobre wyszukiwanie - możemy zaznaczyć kolor, rozmiar, rodzaj i zakres finansowy, według którego przeglądamy towar,
- płacimy kartą kredytową,
- jeśli wybieramy najtańsze koszty dostawy, czekamy ok. 9 dni,
- logujemy się szybko i prosto, raz podane dane są zapamiętane,
- to oczywiste, ale napiszę: Asos wysyła do Polski :)

Dam znać, jak tylko zamówienie przyjdzie.
asos.jpg
19.08.2010 o godz. 12:15
Dawno już nie pisałam i czuję się w obowiązku wytłumaczyć tym Czytelniczkom (wow! mam czytelniczki!), które wysyłają mi prywatne wiadomości na Bloblo: miałam remont i gości, w tej kolejności.

Za to teraz wracam - niebawem pochwalę się pachnącym prezentem od dawno nie widzianej cioci.

Dziś sukienka kupiona miesiąc temu. Dzisiaj przeglądałam internet i - tu zdziwienie - zobaczyłam sukienkę, którą nabyłam w Vero Moda. Na jakiejś gwieździe mi nie znanej, ale mile mnie to połechtało, nie powiem.

Kosztowała dokładnie 99 zł. Jest kremowa (to ta ze zdjęcia) przodu zdobią ją piękne falbany.

Jest prosta, bez wcięć i wycięć, ale ja lubię ten fruwający przód.

18.08.2010 o godz. 20:11
Dostałam dziś ten balsam w prezencie.

Pachnie tak, że aż... mmmm!!! Brak mi słów.

Nie jestem zwolenniczką zapachów ciężkich i orientalnych, ale ten mnie oczarował. Jest zmysłowy, kobiecy.

Opakowanie też miłe - tubka, którą można ścisnąć. Metalowa, pozwala wycisnąć kosmetyk absolutnie do końca. Bardziej praktyczna niż estetyczna, bo balsam po kupieniu prezentuje się ładnie, a w tracie używania wygląda jak olbrzymia tuba pasty do zębów, w dodatku wygnieciona.

Co tam jednak opakowanie - ten zapach! Ach!

Balsam jest okrutnie drogi (ok. 90-100 zł w zależności od sklepu), ale można go sobie zażyczyć na prezent z jakiejś okazji. Za to mamy 250 ml kosmetyku dobrej jakości, lekkiego, wspaniale nawilżającego.

Do tego (sama już) sprawiłam sobie kominek na olejki, olejek o zapachu orientalnym. Przy moim komputerze pachnie teraz aromatami jak z dalekich podróży, a ja się rozkoszuję.
africa.jpg
25.07.2010 o godz. 19:53
Od dziś pachnę Księżycem.

Skusiłam się na 18 La Lune od Dolce & Gabbana.

Marzyło mi się Coco Mademoiselle, ale od kiedy pachnie nim moja znajoma, nie chcę być zapachowym klonem.

Trafił mi się zatem La Lune - w przeciwieństwie do Coco bardzo prosty. Świeży, lekki, nieskomplikowany. Pachnidełko, które nie przytłacza swoją kompozycją. Stanowi tło dla osoby, a nie na odwrót.

Butla jest ogromna i ascetyczna. Lubię takie formy, tylko ten korek... jak od peerelowskiego szamponu. Ciężki, toporny, plastikowy w "harmonijkę".

Wciąż szukam SWOJEGO zapachu. A na końcu i tak pewnie wrócę do Manifesto Isabelli Rossellini.
la lune.jpg
22.07.2010 o godz. 20:37
Nie mam okazji i chęci, by robić pełny makijaż. W końcu są wakacje. Z "gołą" twarzą jednak też nie lubię chodzić.

Tym cieniem (plus tuszem do rzęs) wykonuję cały makijaż oka.

Przedstawiam najnowszy nabytek: matowy cień Inglot w kolorze kakao (nr 390). Nieźle napigmentowany, wygląda naturalnie, ładnie podkreśla zieloną tęczówkę. A najlepsze jest to, że wystarczy kilka machnięć pędzelkiem do makijażu, nawet nie trzeba się bardzo starać i voila, oko "zrobione".

Cena: 18 zł (o ile dobrze pamiętam)

Ostrzę sobie jeszcze pazurki na melonowy lakier, który zobaczyłam kupując ten dzień, ale znając siebie zanim będę miała okazję go kupić, fascynacja mi przejdzie.
cienie.jpg
02.07.2010 o godz. 21:39


Zapomniałam, że w przypływie kaprysu kupiłam sobie na DVD Śniadanie u Tiffany'ego.

Film oglądałam jako bardzo mała dziewczynka i w pamięci została mi scena, gdy Holly (w tej roli oczywiście Audrey Hepburn) usiłuje kupić ze swoim przyjacielem u Tiffany'ego coś do 10 dolarów. Sprzedawca proponuje "srebrny przyrząd do wybierania numerów w telefonie".

Film wspaniały, najwspanialsza jest chyba moda. A już zdecydowanie cudowna jest pierwsza scena, gdy Holly z kubkiem kawy w ręku, wystrojona jak na bal, gapi się na witrynę sklepową.

Oglądaliśmy film w trójkę i co chwilę padało: "Patrzcie! Oni wtedy już mieli [to i tamto]!"



21.06.2010 o godz. 16:21
Nie chwaliłam się niczym, bo nie chadzam na sklepowe szaleństwa, ostatnio większość moich pieniędzy pochłonęły książki do pracy naukowej - sprowadzane zza granicy kosztują majątek :(

Pochwalę się jednak czymś, co sprawiłam sobie jakieś 2 tygodnie temu. Może komuś przyda się recenzja kosmetyków.



Zacznę od paletki H&M. Kosmetyków z sieciówek nie lubię, ale cienie jak cienie - raczej mi nie zaszkodzą, w końcu to nie krem do twarzy.

Kupiłam je, bo spodobała mi się kolorystyka - neutralna, brązowa, idealna na co dzień, a czekoladowy brąz stosuję, kiedy mam jakieś większe, wieczorne wyjścia. Napigmentowane średnio, ale można nimi wykonać naprawdę ładny, naturalny makijaż. Mi najbardziej spasowały dwa średnie odcienie, bo są matowe. Ten najjaśniejszy jest niestety nieco perłowy, a ja takich nie lubię.



Pora na kremy:

- HydraIn 2 Dermedic - nawilżający krem pod oczy

Szukałam czegoś, co rozjaśni moje wieczne cienie pod oczami. Nie wiem, na ile sobie z tym radzi. Trudno oczekiwać, by krem zlikwidował coś, co jest kwestią budowy skóry, trybu życia, a w końcu genetyki. Nawilża jednak, jest lekki i nie uczula.

- Effaclar Duo La Roche Posay - krem korygujący do skóry z problemami

Mogę powiedzieć, że naprawdę działa, chociaż jestem dopiero w połowie tuby - zaskórniki co prawda nadal są, ale nie są tak widoczne. Buzia jest gładsza i wygląda lepiej. Krem rewelacyjnie nawilża. Bałam się, że kosmetyk przeznaczony do skóry trądzikowej będzie wysuszał, ale radzi sobie świetnie. Moim zdaniem lepszy od Effaclaru K (miałam jakiś czas temu, mogę porównać), ale to kwestia indywidualnych upodobań. Krem ma postać lekkiej emulsji. Wchłania się w ciągu ułamku sekundy, jest idealny pod makijaż.

Krem kosztuje jakieś 45 zł.

- Krem matujący, ograniczający wytwarzanie sebum z powodu stresu Lysalpha - SVR

Dostałam próbkę, po jej wyciapaniu pobiegłam po całą tubę. Stosuję go tylko na strefę T, bo do reszty nie ma potrzeby. Gęsty, dobrze matuje. Nie co spodziewać się matu "bibułkowego", ale ja jestem zadowolona.
21.06.2010 o godz. 16:03


Jutro wesele naszych dobrych znajomych, przeżywam je strasznie - tzn. ciesze się i jestem podekscytowana...

Dziś w ferworze kompletowania prezentu dla nich wpadłam do pewnego second-handu, w którym można znaleźć ubrania lepszych firm. Mają ogromny wybór sukien wieczorowych, torebek i innych dodatków. Często można znaleźć coś z metką i ja właśnie preferuję takie rzeczy.

Raz kupiłam tam nową koszulę nocną, dziś znalazłam tę śliczną torebkę wieczorową. Pomyślałam, że idealnie pasowałaby do moich cielistych szpilek. No i dłuuugo nie wyjdzie z mody.

Najpierw zerknęłam na metkę: 45 zł i... wyszłam ze sklepu.

Wracając z zakładu fotograficznego zobaczyłam, że na sklepie jest wywieszka "wszystko 30% taniej".

Weszłam, spytałam, czy na torebki też jest obniżka. Jak wszystko, to wszystko - dowiedziałam się i niebawem stałam się posiadaczką delikatnie lakierowanej torebeczki wieczorowej za 30 zł. Obejrzałam ją dokładnie - ma tycią (jakieś 2 mm) ryskę od niebieskiego długopisu, której dzisiaj spróbuję się pozbyć.

Mój luby był pewien, że zapłaciłam za nią jakąś stówę.
28.05.2010 o godz. 19:18
Od kiedy pamiętam, włosy wypadały mi w zatrważających ilościach. Nie martwiłam się, bo zawsze miałam ich dostatek. Ostatnio jednak oprócz tego, że wypadają, zaczęły się też łamać - dlatego po czesaniu na grzebieniu lub szczotce zostaje ich podwójna ilość.

Nie po to zapuszczam, by stracić, dlatego liczę na to, że coś z tym zrobię.

Przede wszystkim, muszę zmienić dietę. Mniej słodyczy (najlepiej wcale, ale ze mną tak się nie da), więcej owoców i warzyw. Normalne śniadania.

A z kosmetyków zaczęłam używać dwóch nowych specyfików: ampułek SEBORADIN (ok. 27 zł) i szamponu DERMENA (ok. 25 zł). Na razie zużyłam dopiero dwie ampułki (mówią, żeby stosować jedną codziennie, ja stosuję co drugi dzień, po myciu), więc trudno mi powiedzieć coś odnośnie rezultatów.

Szampon jest przyjemny - pachnie ziołami, pieni się średnio, ale włosy po nim są miłe w dotyku i błyszczące.

Nie wiem, czego jeszcze mogę spróbować, może ew. mniej stresu...
zakupy1.jpg
zakupy2.jpg
23.05.2010 o godz. 12:04
Niestety, jeszcze nie na mnie, bo po prostu nie chce mi się mierzyć, pozować itp. - wybaczcie moje lenistwo.

Sukienka kupiona przez internet okazała się pasować idealnie. Jest bardzo prosta, a materiał super-miękki. W rzeczywistości delikatny aksamicik wygląda znacznie lepiej i robi całą "robotę".

Do aksamitu pasuje mi zamsz, stąd czarne zamszowe szpilki (Prima Moda), kupione jeszcze w zimie, z okazji innego wesela. Opaska jako uwieńczenie dzieła. Mierzyłam i wydać właściwie tylko kwiatki.

Torebkę właśnie licytuję. Tania, z Primarku, ale pasuje mi do całości.

10.05.2010 o godz. 22:25
Niebawem czeka mnie kilka wesel. Imprez przeze mnie średnio lubianych, ale to już zależy, kto się żeni, ew. wychodzi za mąż. Jedna z imprez szykuje się rewelacyjnie, więc - odwrotnie niż zazwyczaj - zwracam uwagę na to, w co się ubiorę.

Mam już sukienkę, prostą tubę w kolorze bladego różu (nie, nie jestem blondynką :)), do tego wymyśliłam sobie czarne dodatki i minimum biżuterii.

Zamiast niej zaszaleję i - a co tam! - założę opaskę.

To mój najnowszy zakup. Mam ciemne włosy, więc nie będzie szczególnie widoczna. W sumie o to też chodzi.

Do tego czarne szpilki z zamszu, na platformie. Nie mam jedynie torebki. Ideałem byłaby Chanelka, ale fundusz u mnie ubogi, więc muszę szukać czegoś innego...

09.05.2010 o godz. 21:01
Piszę wkurzona jak 150, bo mi pani wystawila komentarz neutralny za to, ze zwrocilam jej uwage na JEJ NIEUCZCIOWOSC.

Chodzi o te cieliste szpilki. Przyszly sliczne, ale BEZ PUDEŁKA, zapakowane w zwykla reklamowke i koperte babelkowa. Pobierajac oplate 15 za wysylke sprzedajaca wyslala towar za 5 zl, nie ubezpieczajac go i nawet nie pakujac tak, jak trzeba.

W sumie pomyslalam, nie bede zlosliwa. Wystawilam pozytyw, ale zaznaczylam w aukcji (ku przestrodze innym), ze byl maly minut w postaci znacznie wyzszych deklarowanych kosztow przesylki niz faktycznie one wyniosly.

Pani mi na to neutrala. Neutral za to, ze wplacilam pieniadze od razu po aukcji i wystawilam pozytywa za buty wyslane zwyklym listem, bez pudelka?

Chamstwo, inaczej tego określic nie potrafie.

Pozdrawiam i przestrzegam przed zakupami u pani o nicku WIECZORYNKA_2004 na Allegro.
05.05.2010 o godz. 16:19
Tak bez okazji bardzo miło jest coś dostać.
Sweterek, bluzeczka z haftem angielskim, bieżnik (to śliczne w kwiaty i motyle) i pościel w szkocką kratę.
:)
Ależ oczywiście, że musiałam się tym od razu pochwalić.

28.04.2010 o godz. 16:28
Nie lubię kupować butów na Allegro, zawsze boję się o rozmiar, bo raz mam 37 a raz 38.

O cielistych szpilkach marzę jednak od zimy, a nie mogłam dorwać idealnych w tradycyjnych sklepach.

Znalazłam je za to w internecie - zamówiłam i czekam na przesyłkę.

Dam znać jak tylko dojdą. :)



AKTUALIZACJA - buciki doszły

Rozmiar - o dziwo - dobry, tylko będę musiała kupić jakieś wkładki typu zapiętki. Szpilki są z Zary, a tam mają wg mnie dziwną rozmiarówkę. 37 jest na mnie zawsze za małe, 38 - ciut luźne.

Mój mężczyzna stwierdził, że "po raz pierwszy w życiu kupiłam ładne buty". Heh. :)

PS
Niestety zdjęcie kiepskie, bo robione przy sztucznym świetle telefonem. Nie widać, ale są z lakierowanego tworzywa.
28.04.2010 o godz. 09:59
Nigdy wcześniej ich nie robiłam, bo u mnie w domu jakoś nigdy ciastek się nie piekło, tylko placki. W końcu spróbowałam u koleżanki i bardzo mi posmakowały. Są takie... zwykłe. :)

Najprostsze ciastka świata wyszły mi dopiero za drugim razem. Tzn. ciasta starczyło na dwie blachy i dopiero druga okazała się udana.

Wiem, co było nie tak. W przepisie znalezionym w internecie nie było mąki i ciasto się rozłaziło, a co za tym idzie - ciastka też. Dopiero przy drugiej partii podsypałam delikatnie mąką i wyszło jak trzeba:



Jakby ktoś miał ochotę to daję przepis:

Składniki

400 gram płatków owsianych błyskawicznych
200 gram cukru
pół kostki masła
pół łyżeczki proszku do pieczenia
2 jaja
do wyboru: rodzynki, pokrojone orzechy, migdały, płatki kokosowe (ja dodałam płatki migdałów)

Składniki zagniatamy w misce. I tu moja uwaga: można ciasto podsypywać delikatnie mąką, będzie się lepiej formować i ciastka się nie rozlecą, jak to mi za pierwszym razem, kiedy to robiłam wariant bez mąki.

Formujemy nieduże ciastka podłużnego lub okrągłego kształtu, lekko spłaszczają.

Piec na jasnozłoty kolor w temperaturze ok. 160 stopni przez ok. 18 minut.

Ciasteczka można długo przechowywać, mają niepowtarzalny smak. Z czasem nabierają miękkości, świetnie smakują z mlekiem.

Smacznego. :)

PS
Odnośnie moich zakupów, to sprawiłam sobie szafkę na buty, na którą długo polowałam - niebawem ją opiszę.
16.04.2010 o godz. 20:49
konsumpcja
konsumpcja
Skąd: ... z chęci posiadania!
O mnie: Nie chodzi o to, by mieć. Chodzi o to, by kupować!
statystyki
  • Czas na Bloblo: 4 dni 17 godzin 13 minut
  • Napisanych notek: 191
  • Komentował: 111 razy
  • Zebranych komentarzy: 382
  • Ostatni wpis: 01.09.10, 22:21
  • Wpis średnio co: 7 dni
  • Profil odwiedzono: 266662 razy
  • Ilość avatarów: 10
  • Ilość zdjęć: 361
  • Ilość filmów: 3
  • Ilość logowań: 213
  • Ostatnie logowanie: 01.09.10, 22:15
  • Ostatnio odwiedzili: magda60005, suche-tosty, majka, Brudne-Baleriny, moniczka, Milagros, Blyskotka, squall, zuadomcza, Katalina
sekcja użytkownika